Nazywam się Piotr Kraus, mam 28 lat i mieszkam w Bielsku-Białej. Stosuję dietę optymalną od 1998 roku. W roku 1997 mój ojciec przeszedł na tę dietę i już po 2 tygodniach starał się nakłonić do niej całą rodzinę. W kolejnych miesiącach był już nie do wytrzymania. W domu nie było innego tematu, jak tylko dieta optymalna. Dobrze, ze studiowałem i na okres tygodnia mogłem się wynieść z domu. Kiedy wracałem, ciągle mi tylko powtarzał, jak dobrze się czuje, ze nie ma już wrzodów żołądka, ze ma dużo energii i wie już, jak naszą babcię wyleczyć z cukrzycy. Gadał i gadał…

Po upływie pół roku przestał do mnie mówić i zaczął zachowywać się tak, jak powinien zachowywać się prawdziwy ojciec. Dawał rady, ale wybór zostawiał mnie. Takie traktowanie bardzo mi się spodobało. Było sprawiedliwe i pozostawiało mi wiele swobody w życiu. W tym okresie mój ojciec się bardzo zmienił, a moja babcia zaczęła powolutku powracać do zdrowia. Widząc pozytywne skutki żywienia w praktyce, poszedłem sam do ojca i powiedziałem jeszcze aroganckim tonem; “No dobra, to co mam jeść”. Mój ojciec opracował mi dietę i wytłumaczył w skrócie wiedzę doktora Kwaśniewskie-go. Po tygodniu stosowania żywienia optymalnego w akademiku i trzymaniu się zasad zrozumiałem, o co mojemu tacie chodziło. Byłem zdziwiony, że już po tygodniu mogę się tak dobrze czuć! Krócej spałem, przeszła mi zgaga i wszedłem w etap, o którym mogę śmiało powiedzieć, że zacząłem wtedy myśleć logicznie. Po miesiącu wykonałem sobie badania, które uświadomiły mi, że moje świetne samopoczucie jest efektem praw zgromadzonych przez dr. Jana Kwaśniewskiego, do których ja się stosowałem. Pamiętam wyraźnie, że to właśnie w tym okresie zaczęło mi się o wiele łatwiej myśleć. Zacząłem wreszcie z potrzeby serca zadawać ludziom pytania: “Dlaczego?”, a nie jak dotychczas: “Po co?”. Czytając książki zrozumiałem, że efekt mojego myślenia zależy od żywienia, ponieważ im lepiej dożywiony jest mózg, tym lepiej my – ludzie myślimy i tym więcej mądrych, praktycznych rzeczy możemy zrobić. Moje sukcesy w życiu były na tyle skuteczne wśród mojego grona znajomych, że po półrocznym stosowaniu ŻO moi koledzy także przechodzili na dietę optymalną.

Będąc na studiach, pomyślałem sobie, że żyję w okresie wielu możliwości. Nie muszę jeszcze pracować na tyle, ażeby brakowało mi czasu na realizację moich marzeń. A jakie ja mam marzenia? Chciałbym zobaczyć świat, poznać ludzi i ich odrębną kulturę. Ale jak to zrobić? Wówczas dowiedziałem się, że w Krakowie mogę w dość krótkim czasie zdobyć licencję pilota wycieczek zagranicznych. Wystarczy zapisać się na kurs. I tak zrobiłem. Poszedłem za głosem moich marzeń i ukończyłem jeszcze w tym samym roku kurs. Świat stał przede mną otworem. Mogłem podróżować i jeszcze ktoś mi za to płacił. Później pomyślałem: Co chciałbym jeszcze w życiu osiągnąć? I przyszedł kolejny pomysł – wyjechać na studia za granicę. Gdzie? Do Niemiec, bo mam tam rodzinę. Dlaczego? Po to, abym mógł poznać nowych ludzi z całego świata, poznać ich język i ich kulturę. Nie było wtedy Unii Europejskiej i nie było tak łatwo zrealizować swoje marzenia. Ale kolejny raz życie pokazało mi, że jak się “…czegoś gorąco pragnie, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu” (Paulo Coelho) i je realizuje. Dowiedziałem się, jak mam się przenieść na inną uczelnię, złożyłem papiery, dostałem się i wyjechałem na studia do Niemiec – w ramach urlopu dziekańskiego w Polsce. Mieszkałem pod Hamburgiem i w tym okresie zrozumiałem, poprzez pracę nad samym sobą, czym jest tęsknota za domem, ojczyzną i kim my, Polacy, jesteśmy w Europie. Jak wiele musimy się jeszcze nauczyć, aby z ludzi pełnych pomysłów, ale gadatliwych – przejść do praktyki. Cieszyłem się bardzo, że w tak młodym wieku wiedza na temat żywienia dawała mi możliwość realizowania własnych marzeń. Wystarczyło to tylko zrobić i tak się działo. Cieszyłem się, że podejmowałem własne decyzje, które okazały się już wtedy mądrymi, przemyślanymi i skutecznymi. Po roku przyjechałem dalej kontynuować swoją pracę magisterską w Polsce, ale byłem już całkiem innym człowiekiem. Miałem większe doświadczenie w kontaktach z ludźmi, poznałem język niemiecki na tyle, aby nie mieć problemów z komunikacją, posiadałem kontakty, znajomości osób z całego świata, kupiłem sobie samochód i komputer, o którym wcześniej mogłem tylko pomarzyć. Stałem się spokojnym, opanowanym, człowiekiem. Realizowanie moich marzeń w praktyce doprowadziło mnie do wyciągnięcia pewnych ważnych wniosków, a mianowicie, że życie nasze podlega pewnemu Prawu. Elementami tego prawa są: wiedza, mądrość, prawda i sprawiedliwość. Prawo realizowane w praktyce decyduje o naszym szczęściu i celowości naszej egzystencji. Eliminuje także choroby psychiczne (nerwice, depresje), ponieważ człowiek realizując “swoją legendę” (Paulo Coelho) i marzenia, dąży do celu własnej egzystencji, czyli sensu istnienia.

Pod koniec 2001 roku przeszedłem szkolenie u boku mojego ojca w Arkadii “Kraus” w Bielsku-Białej. Tam, ucząc się stosowania żywienia w zależności od potrzeb człowieka, zrozumiałem, że my, Polacy posiadamy bardzo wielką wiedzę. Widziałem na własne oczy, że cukrzyca może ustąpić, jak “zgnite” nogi potrafią się zregenerować, jak nasze złe samopoczucie, urojenia, choroby psychiczne, nerwice potrafią się cofnąć – tylko i wyłącznie po zastosowaniu prądów selektywnych. Mając przed sobą tak wielką wiedzę, widząc jej zastosowanie w praktyce, zrozumiałem, że chcę także pomagać. Chcę informować ludzi, że nie muszą cierpieć i że główną przyczyną chorób jest tylko pożywienie. Po latach stosowania diety zrozumiałem, że moja odporność na infekcje i wirusy jest wysoka. Zastanowiłem się: przecież od 5 lat nie byłem chory na grypę. Dawniej miałem opryszczkę na wardze (tzw. zimno), zawsze dwa razy w roku, co w wieku 19-22 lat bardzo mi przeszkadzało. Teraz nie miałem tego w ogóle. Obserwując pacjentów, doszedłem do wniosku, że nie tylko ja taki jestem. Wszyscy, którzy stosowali to żywienie, w podobny sposób reagowali. Wszyscy mieliśmy ciepłe ręce i ciepłe nogi, co wcześniej było rzadkością. Zrozumieliśmy, że mamy więcej energii i dzięki niej ręce i nogi stały się ciepłe, dzięki temu zwalczyliśmy grypy, ponieważ mieliśmy pożywienie, które dało nam tę energię. I było naszym najlepszym lekiem. W 2002 roku założyłem własną Arkadię w Żywcu, gdzie wraz z panią dr Urszulą Witowską pomagaliśmy ludziom, uświadamiając im, że przyczyna główna ich problemów leży tylko i wyłącznie na talerzu. W tym okresie powstał także oddział OSBO w Żywcu, gdzie co miesiąc prowadziłem wykłady i dyskusje na temat: “Znaczenie żywienia w życiu człowieka i jego wpływ na powstawanie chorób ludzkich”. W świadomości ludzi optymalnych jest jednak pewien pogląd, który chciałbym obecnie obalić. Ludziom, żywiącym się optymalnie, po latach wydaje się, że nie będą już nigdy chorować, że będą żyć wiecznie. Skoro rak się cofnął, cukrzyca też lub ktoś z Was uratował sobie nogę spod noża chirurga, to takie zaskakujące zmiany w życiu powodują, że wydaje nam się czasami, że już nigdy nie będziemy chorować. Ale czy naprawdę tak jest? Od dobrej kondycji musi zależeć wysoka odporność organizmu na stres i choroby. A odporność, jak wiemy, zależy od pożywienia. Jednak po latach stosowania żywienia optymalnego zapomnieliśmy już, że na co dzień żyliśmy w strachu. Zapomnieliśmy już, że ciągle narzekaliśmy na swoją sytuację życiową, nie wiedząc wtedy jeszcze, że wada tkwiła tylko i wyłącznie w nas. Przyszły “tłuste” lata. Ale po tłustych latach – radości, braku strachu i cierpienia, zaczęliśmy popełniać ponownie błędy i powolutku powracać do starych nawyków sprzed wielu lat. W moim przypadku od lutego ub. roku w menu znowu pojawił się owoc, potem soczek i nim się spostrzegłem stałem się grubszy o 7 kg i coraz bardziej smutny. Życie nie cieszyło mnie jak dawniej. Nie zauważyłem nawet, że kiedy zacząłem podjadać więcej owoców, chciało mi się więcej jeść i przez to zjadałem więcej białka w postaci mięsa. Przy wzroście 180 cm zacząłem ważyć 84 kg. Tak, miałem 4 kg nadwagi. Dlaczego? Ponieważ wpadłem w pewien “fanatyzm” w którym sam siebie uświadamiałem, że skoro ja jestem doradcą żywieniowym, to wiem najlepiej, co mogę jeść, a czego nie. Wydawało mi się, że stosuję się do zasad ŻO, jednak Prawo – Życie (do którego się wcześniej stosowałem) samo mnie zweryfikowało i pokazało mi prawdę. Pewnych praw nie można zmienić. Ponieważ chodziłem słaby, bez energii i chęci do życia, zrobiłem sobie wyniki badań. Okazało się, że moje próby wątrobowe Aspat wynoszą 1350 U/1, Alat 2500 U/1, bilirubina 1,5 mg/dl, gdzie w prawidłowych warunkach Aspat i Alat ma wynosić do 40 U/1. Kiedy wykonano wyniki badań na wirusa HBS okazało się, że jest dodatni. Początkowo nie wiedziałem, z czym mam do czynienia i kiedy sobie uświadomiłem, nie mogłem pojąć, w jaki sposób do tego doszło. W skrócie napiszę, że wirus HBS jest wirusem żółtaczki opisanej jako WZW typu B. Można się nim zarazić przez krew. np. w szpitalu, u fryzjera, czyli tam, gdzie może dojść do wniknięcia obcej krwi do naszego organizmu. Powoduje on spustoszenia wątroby zawsze w 60% i często jest przyczyną marskości i raka wątroby. Wirus ten jest nieuleczalny i często bywa śmiertelny dla swoich nosicieli. Kiedy się o tym dowiedziałem, natychmiast pojechałem do szpitala. W szpitalu lekarz (będę nazywał go A) po obejrzeniu wyników natychmiast kazał położyć mi się na sali szpitalnej. Poinformowałem go o tym, że stosuję żywienie optymalne i że w obecnej chwili (z powodów rodzinnych) nie jestem w stanie położyć się w szpitalu. Wiedziałem bowiem dobrze (z relacji pacjentów), jakiego żywienia mogę się tam spodziewać. Jednak po 2 dniach moje wyniki były jeszcze gorsze i moi rodzice nalegali, abym pojechał do szpitala.

Ojciec powtarzał mi, że “wątroba lubi spokój, że muszę leżeć, a ja z moim ciągłym brakiem czasu na wypoczynek nie stwarzam warunków na jej regenerację, tylko zamiast wypoczywać, pogarszam sprawę.” W szpitalu lekarz A, ponownie oglądając wyniki badań, dosyć dobitnie i agresywnie zabronił mi stosowania żywienia optymalnego. Usłyszałem tylko słowa: “Mówiłem, dieta panu zaszkodziła”. Nie chciałem się wdawać w dyskusje, ponieważ nie zrozumiałby niczego. Musiałem się zgodzić na warunki szpitalne, jakie mi przedstawiono i obiecać, że nie będę stosował “swojej” diety. Na sali poznałem dwóch moich towarzyszy, którzy znaleźli się z tego samego powodu w szpitalu. W pierwszym dniu, w piątek 23 lipca, kiedy się pojawiłem, wyniki wynosiły: Aspat 1400 U/1, Alat 3500 U/1, bilirubina > 5, cholesterol 170 mg/dl. HDL 42 mg/dl, TG 190 mg/dl. W szpitalu mieliśmy 3 posiłki. Pierwszy o 8.00: chleb pszenny z margaryną, drugi – o 13.00, obiad: ryż z jabłkiem, czasami ziemniak i chude mięso oraz trzeci – o 16.00: chleb z margaryną. Oczywiście nie jadłem margaryny, tylko jadłem masło. Do tego dostawałem kroplówki w postaci 2 l płynów dziennie, z tego l l glukozy (cukier prosty = 50 g). Już po 2 dniach czułem się bardzo źle. Miałem silne ssanie w żołądku, meczące sny, zauważyłem, że obgryzam paznokcie i wyraźnie czułem ochłodzenie lewej stopy. Kiedy przeliczyłem węglowodany, okazało się, że zjadam ich 230 g. Z tego 50 g glukozy. Po czterech dniach wykonano mi badania, gdzie poziom złego cholesterolu podniósł się do 370 mg/dl. Pamiętałem, że dr Kwaśniewski w swoich książkach wyraźnie pisał, że cukier prosty jest przyczyną złego cholesterolu we krwi, czyli triglicerydów. W tym dniu ojciec przywiózł mi wagę dietetyczną i od tego dnia rozpocząłem dietę optymalną, dostosowaną do problemów wątroby. Na moje własne życzenie odstawiono mi glukozę i codziennie moi rodzice przynosili mi do szpitala pożywienie. Codziennie, staranie, z dokładnością matematyczną, ważyłem składniki i notowałem do mojego zeszytu wszystko, co zjadłem. Codziennie także rano widywałem się z lekarzem B, który w porównaniu z innymi lekarzami tolerował moje wypowiedzi z zakresu żywienia i pozwalał mi się do nich stosować. Dr Kwaśniewski zaliczyłby pewnie go do grona lekarzy myślących. Lekarz B pozwolił mi bowiem odstawić glukozę i przymykał oczy na moje pożywienie. Ponieważ odstawiłem glukozę, lekarz C przyszedł mi wytłumaczyć, na czym polega rola glukozy we krwi i dlaczego mam ją ponownie stosować. Na zadane przeze mnie pytanie dotyczące przyczyny skoków triglicerydów ze 190 na 370 mg%, lekarz C odpowiedział, że za to wszystko odpowiadają tłuszcze. Odpowiedziałem: “Ale przecież teraz, kiedy stosuję się do waszych zaleceń, nie jem tłuszczu i czuję się fatalnie. Wcześniej zjadałem 200 g tłuszczu dziennie i triglicerydy były zawsze poniżej 100 mg/dl”.

W tym samym dniu, tj. w czwartek, 29 lipca wyniki triglicerydów spadły mi już o 100 mg/dl. Od tej pory żaden z lekarzy nie tłumaczył mi znaczenia tradycyjnej, szpitalnej diety wątrobowej, tylko zaczęto mnie obserwować. Moje poprawiające się samopoczucie oraz wyniki sprawiły, że stałem się punktem zainteresowania wśród pacjentów i pielęgniarek. Zaczęto mnie wypytywać o charakter diety, jej skuteczność. Moi koledzy z oddziału i niektóre pielęgniarki dowiedzieli się zatem o ruchu optymalnych, o przeprowadzonych badaniach na ludziach oraz o możliwościach leczenia. Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu wykonano mi badanie na wirus HBS i ku mojej radości – wynik wyszedł ujemny. Wyniki powracały do normy dosyć szybko. Bilirubina podeszła maksymalnie do 7 mg/dl i stopniowo spadała. W skrócie powiem, że zastosowana przeze mnie dieta polegała na redukcji białka i ograniczeniu go do 30-35 g, węglowodanów do 50-70 g, tłuszczy 70-90 g. Nie jadłem żadnych smażonych rzeczy. Postawą były gotowane jajka, żółtka oraz podroby. W przypadku wirusowego zapalenia wątroby, moim zdaniem, na moim przykładzie należy zatem dostarczyć tyle białka, aby wątroba mogła jedynie zregenerować to, co wirus jej uszkodził. Należy zatem dostarczyć minimum, ale w postaci najwyższej jakości składników, które nie powstały drogą chemiczną tylko naturalną. Dlatego leki chemiczne będą zawsze gorsze od leków występujących w pożywieniu i w przypadku uszkodzeń wątroby, będą ją dodatkowo obciążać. Cholina jest składnikiem, który – jak się dowiedziałem – szybko regeneruje wątrobę. Występuje ona m.in. w żółtkach oraz podrobach. Należy pamiętać, że zbyt duża ilość białka dodatkowo przeciąża wątrobę. Ten główny organ, pełni rolę “przemysłu” w naszym organizmie i w przypadku zaatakowania go przez wirus organ ten musi pracować na minimalnych obrotach, czyli musi dużo wypoczywać, jednocześnie regenerując tylko to, co wirus uszkadza. Nie wolno jej zatem przeciążać pracą fizyczną. Pozytywne efekty spadku agresywności wirusa, jakie obserwuje się w szpitalach, polegają jedynie na wypoczynku, czyli leżeniu w łóżkach, ponieważ w ten sposób odciążamy pracę wątroby. Efekty te nie zależą od leków, ponieważ leki nie niszczą wirusa i nie regenerują wątroby. Leki podaje się tylko profilaktycznie. Tylko że ta profilaktyka, jaką zaobserwowałem, bardzo obciąża naszą kieszeń (około 200-300 zł miesięcznie, zupełnie niepotrzebnie) oraz nasze Państwo, bowiem pieniądze na lekarstwa, które podaje się nam w szpitalu, pochodzą z Narodowego Funduszu Zdrowia. Skoro posiadamy wiedzę na temat najlepszych, najtańszych leków, za zaoszczędzone pieniądze można by podwyższyć od razu pensje lekarzom i osobom wchodzącym w skład personelu medycznego. Poza tym, dieta stosowana w szpitalu według mnie jeszcze bardziej pogarsza stan zdrowia, ponieważ skład pożywienia musi dodatkowo przesilać wątrobę. Z zaobserwowanych przeze mnie osób, które opuszczały szpital, wyniki Aspat i Alat po miesiącu czasu wynosiły 200-300 U/l przy maksymalnym wzroście Alat 1500 u/l. Należy też pamiętać, że zbyt mała ilość węglowodanów, np. <40 g u osób do 160 cm, i <50 g u osób powyżej 180 cm wzrostu również dodatkowo obciąża wątrobę. Taka ilość węglowodanów jest za mała na pokrycie potrzeb organizmu i zmusza wątrobę do produkcji ich z białka. Trzeba pamiętać, że nie istnieją obecnie żadne leki, które by zniszczyły wirusa. Nasze wyleczenie zależy tylko od wysokiej odporności naszego organizmu oraz od maksymalnego odciążenia wątroby od niepotrzebnej pracy. Odporność natomiast zależy od składników, jakie codziennie zjadamy w postaci pożywienia. Żywienie optymalne jest metodą przyczynową wyleczenia wirusowego zapalenia wątroby typu B i C, ponieważ samo w sobie jest najlepszym, najtańszym lekiem, które możecie jeszcze obecnie kupić, np. od kobiety sprzedającej “prawdziwe” jajka lub w dobrych sklepach mięsnych, gdzie kupicie prawdziwe, zdrowe, ekologiczne mięso. Gdyby terapia szpitalna nie pomogła, jedynym rozwiązaniem, które uratowałoby mi życie, byłoby zastosowanie leku o nazwie Interferon, którego miesięczny zestaw kosztuje 8-9 tyś. zł. Lek ten nie eliminuje wirusa, tylko służy wzmocnieniu odporności przed wirusem.

Który z Was, ojców, lub która matka nie pożyczyłaby pieniędzy i nie wydałaby ich, aby ratować swoje dziecko? A co z późniejszymi wyrzeczeniami na rzecz wątroby: zakazem picia alkoholu, jedzenia smażonych rzeczy, ograniczenia ruchu fizycznego, które stają się codziennością po przebyciu choroby? Czyż nie ograniczyłoby to wam komfortu życia? W ciągu 3 tygodni stosowania żywienia optymalnego w szpitalu zjadłem: 20 całych jaj, 62 żółtek, 217g łopatki, 1053 g żołądków i serc, 323 g karczku. 794 g golonki – do tego oczywiście masło i chleb pszenny lub maca. Te leki okazały się najskuteczniejsze i najtańsze, i najlepsze, ponieważ zadziałały w praktyce. Zatem koszt “leków”, jakie dostarczyli mi rodzice w ciągu miesiąca, mieści się miedzy 100 a 150 zł. łącznie z pożywieniem. Czy jest to dużo? Wy, którzy chorujecie na tego typu dolegliwość, czy możecie także powiedzieć, że jest to dużo? Nie wydawałem i obecnie nie wydaję żadnych pieniędzy na lekarstwa. Po wyjściu ze szpitala nie wykupiłem żadnego leku z tych, które mi przepisano, a moje wyniki obecnie są idealne. Zastanówcie się nad tym. W sumie, w szpitalu byłem równy miesiąc. Kiedy opuszczałem szpital, Aspat wynosił 31 u/1, Alat 60 U/1, bilirubina 2 mg/dl, cholesterol 244 mg%, HDL 48%, triglicerydy: 104 mg% i waga zmniejszyła się o 7,5 kg przy wzroście 180 cm waga spadła mi do 76,5 kg. Obecnie w dniu 12 października 2004 wyniki wynoszą -OB; 8, cholesterol ogólny 190 mg/dl, HDL 69 mg/dl, trójglicerydy 85 mg/dl, LDL 104 mg/dl, glukoza 94, bilirubina 0,95 mg/dl, Aspat 36 U/1, Alat 34 U/1, Pr. tymolowa 1,0 j. M.L, GGTP 14 U/L fo-alk. 36 U/L

Na koniec chciałem powiedzieć Państwu, że w chwilach, kiedy wydaje nam się, że czujemy w życiu dobrze, może przyjść pewien moment zwrotny, na który – wiem już – musimy być przygotowani. Ten moment pojawia się, aby nam uświadomić, że nic na tym świecie nie jest stałe. Nawet nasze zdrowie. W sytuacjach zagrożenia życia stajemy się bezbronni, świat materialny przestaje być już naszym celem i zaczynamy myśleć innymi kategoriami. W tych chwilach pojmujemy znaczenie tego, co jest w życiu ważne. Najlepszym lekarstwem, jakie możecie wtedy bliskim dać, jest opieka wynikająca z troski. Są nimi słowa, które chcielibyśmy usłyszeć: “Będzie dobrze”, “Będzie pan/pani żyć”. Człowiek w potrzebie szuka pomocy, oparcia, ciepła. Jest nim dobre słowo pełne nadziei życia, lepszego jutra. Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej.

Z własnego doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach możemy najczęściej i będziemy liczyć tylko na siebie. I to od tego, co wiemy dzisiaj, zależy nasza przyszłość. Od naszej wiedzy. Wiedziałem, że dr Kwaśniewski ma rację i własnym przykładem udowodniłem lekarzom A. B. C, personelowi medycznemu oddziału oraz pacjentom, z którymi się zetknąłem, że to, co mówiłem do nich i robiłem, jest prawdą. Młody chłopak imieniem Marcin, który leżał ze mną w szpitalu na wątrobę, po wyjściu napisał mi sms-a: “Odkąd wyszedłem ze szpitala wyniki zaczęty mi się poprawiać. Ale to pewnie dzięki Twojej diecie”. Świadczyłem i świadczę nadal swoim przykładem. Wiem, co jest dobre, a co złe. Wiem, bo to sprawdziłem. Dzisiaj, mając 28 lat, należę również, podobnie jak i niektórzy z Was, do osób ciężko chorych. Ale ja się nie boję, ponieważ posiadam wiedzę, która działa w praktyce. Osobom mającym problemy z wątrobą polecam wizytę w naszej Arkadii w Bielsku-Białej lub w innych Arkadiach w celu zaznajomienia się z przyczynowym leczeniem tego typu dolegliwości, natomiast osobom zdrowym profilaktycznie doradzam jak najszybciej zaszczepić się przeciwko wirusom B i C uważanymi powszechnie za nieuleczalne. Lepiej bowiem wyeliminować na początku zło, niż spotkać się z nim twarzą w twarz. Trzeba umieć korzystać z wiedzy. Dr Kwaśniewski rozdał ją prawie za darmo. Napisał książkę, a my jesteśmy od tego, aby pokazywać, jak stosować wskazówki w niej zawarte. Ja wiem, że dieta optymalna działa. Teraz i Wy już to wiecie.

Piotr Kraus-Bielsko-Biała (2004r)

Źródło: http://www.dietazoltkowa.pl/o-diecie-zoltkowej/

24
0
Udostępnij
Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *